Dodana: 2 luty 2007 09:40

Zmodyfikowana: 2 luty 2007 09:40

Rozmowa z Krzysztofem Gedroyciem, autorem „Listów z dolnego miasta”

 

Gdzie leży dolne miasto?

 

K.G.    Dolne miasto leży w każdym człowieku. To przestrzeń, która jest wszystkim znana  … to nasza codzienność. Górne miasto to nasze duchowe aspiracje …

 

Dolne miasto przypomina Białystok. Jest tam wieża kościoła Św. Rocha górująca nad   miastem, w centrum jest Ratusz, przy ul. Sienkiewicza Akademia Teatralna, wiele ulic i miejsc znanych białostoczanom. A jednak mimo podobieństw, wszystko jest inne.

 

K.G.   To jest i nie jest Białystok. To jest wizja miejsca, którą noszę w sobie i pewien wyraz odczuwania tego miasta. To moje miasto … tu się urodziłem, wychowałem i to jest moje dolne miasto. Na pewno nie jest to przewodnik po Białymstoku.

 

W dolnym mieście jest mało kobiet. Odwrócone są też role przypisane odwiecznie kobietom. To mężczyzna rodzi dziecko, wcześniej przeżywa ciążę i związane z nią dolegliwości.

 

K.G.    Uważam, że w mojej książce sporo jest pierwiastka kobiecego …, a także ... sporo przemian płci. Cechą naszych czasów jest wzbogacenie męskości przymiotami kobiecymi, a kobiecości – męskimi. Stąd pojawia się w książce motyw androgyniczności. Myśląc o życiowych rolach kobiet lub mężczyzn często posługujemy się stereotypami. Kobieta ukształtowana i przeżywająca siebie  wg stereotypu: „… jestem kobietą, czyli matką i żoną” czytając „Listy z dolnego miasta” może poczuć się zawiedziona, bo  narrator widzi przede wszystkim „człowieka w kobiecie”. Ale to nie jest w książce sprawa najważniejsza...

 

Wybraną przez Pana formą wyrazu jest proza a nie poezja. Mam jednak wrażenie, że Listy są tak skondensowane, każde zdanie niesie w sobie tyle treści, że jest to trochę jakby cykl wierszy zapisany prozą.

 

K.G.    Coś w tym jest. Pewien mój znajomy nazwał „Listy...” – poematem. Poezja ma to do siebie, że zachowuje się zwięźle i wyraża głębiej. Wcześniej wydałem dwa tomy wierszy, teraz posłużyłem się prozą. To jednak nie jest reportaż, chociaż daję obraz miejsca, bliskiego mi od urodzenia, a także przedstawiam moment, w którym przyszło mi żyć. Proza trafia do czytelników w inny sposób. Może jest łatwiejsza niż poezja?

 

W książce wiele jest pytań i odpowiedzi. Na przykład: „Kim ja właściwie jestem? Pchłą w kosmosie. Najważniejszą pchłą, która potrafi skoczyć tyle tylko, ile potrafi, ale uważa się za centrum wszechświata.” Kim Pan jest?

 

K.G.    Pchłą w kosmosie.

  

Wcześniej wyróżnienie im. Kazimiery Iłłakowiczówny za debiut roku 2000 teraz Nagroda Prezydenta Miasta Białegostoku im. Wiesława Kazaneckiego. Czym są nagrody dla Pana?

 

K.G.    Przyjemnie jest dostawać nagrody, ale lepiej się do nich nie przywiązywać. Nagradzanie w sztuce jest ryzykowne, jedynym sędzią i tak  pozostaje czas. Jeżeli zadzwoni Pani do mnie za 10 lat, to się okaże, co była warta ta książka. W literaturze są wyśmienite rzeczy i punktem odniesienia nie są nagrody, punktem odniesienia jest porównanie z tymi najlepszymi. Na razie moje „Listy...” zaczynają żyć własnym życiem. Zobaczymy, co będzie dalej.

 

Zatelefonuję za 10 lat. Dziękuję za rozmowę.

 

Krzysztof Gedroyć (ur.1953) ukończył historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim. Wydał zbiory wierszy: „KIM” (wyróżnienie im. Kazimiery Iłłakowiczówny za debiut roku 2000) oraz „Drabina, szpaki, dachy i kominy” (2001).
Mieszka w Białymstoku, pracuje w Akademii Teatralnej.  Prowadzi ze studentami zajęcia z impostacji głosu oraz wykłada historię sztuki dla reżyserów. Laureat tegorocznej nagrody im. Wiesława Kazaneckiego za książkę „Listy z dolnego miasta”.
 
Zobacz także:
">Krzysztof  Gedroyć – laureatem nagrody Kazaneckiego.
http://www.gedroyc.gv.pl/

 

 

 

 

 

 

facebook